travelmatszczecin

Przejdź do treści

Menu główne:

Na Południu > Tajemniczy Dolny Śląsk

TRANSLATOR


             ... przed wejściem na Szczeliniec

    ... wspinamy się po "schodach
Franza Pabela".

       ... wspaniale widoki ze szczytu Szczelińca

                   ... prawdziwy Szczeliniec

     .. i ciągle chodzimy po ścieżkach J.W Geothego











Szczeliniec Wielki.

Piękne są góry za „miedzą”, a  nasze ?.  Nasze  są bardzo !. piękne. Niedaleko Kudowy Zdroju koło Karłowa jest najwyższy szczyt Gór Stołowych- Szczeliniec Wielki. Można dojechać tam samochodem i pozostawić samochód na jednym z płatnych i nie płatnych parkingów. Ze względu na przepiękne widoki i moją kondycję przeznaczyliśmy całe popołudnie na wyprawę. Było warto i gorąco namawiam do odwiedzenia tego miejsca. Poniżej załączam opis Szczelińca wielkiego pobrany ze strony internetowej (nie mogę znaleźć strony, z której ten opis pobrałem, ale uzupełnię to info), gdy przygotowywaliśmy wyprawę przed wyjazdem w roku 2010. Jest to ładny i szczegółowy opis i dlatego go zamieszczam a wprowadzając własne korekty nie byłby takim. Uznanie dla autora tego opisu.
Szczeliniec Wielki (zwany Hejszowiną) to najwyższy szczyt Gór Stołowych (919 m n.p.m.) leżący na terenie Parku Narodowego Gór Stołowych. Zajmuje stosunkowo niewielki obszar kilkudziesięciu hektarów, a jego piaskowcowy masyw skalny jest dobrze widoczny z okolicznych miejscowości: Radkowa, Karłowa, Wambierzyc, a także z drogi E67, łączącej Wrocław z czeską Pragą.
Widoki ze skał Szczelińca na okolicę są warte wspinaczki po 665 kamiennych stopniach, ułożonych przez sołtysa pobliskiego Karłowa na początku XIX wieku. Znany niemiecki poeta Wolfgang Goethe odwiedził Szczeliniec zanim powstały te kamienne schody, a po skalnym labiryncie oprowadzał go nikt inny jak sołtys Karłowa - Franz Pabel, który potem zajął się budową schodów, aby ułatwić wędrówkę niezdarnym ceprom.
Teren Szczelińca Wielkiego obfituje w fantastycznie wyrzeźbione przez wiatr, deszcz i lód formy skalne przypominające ludzi i zwierzęta. Można dostrzec Małpę, Mamuta, Psa, Słonia, Kwokę, Wielbłąda i wiele innych - zależnie od wyobraźni. Najwyższym punktem Szczelińca jest skała zwana Fotelem Pradziada, na którą wchodzi się po metalowych schodkach. Oprócz widowiskowych skał przechodzi się głębokie wąwozy i korytarze (Piekiełko, Diabelska Kuchnia). W niektórych głębokich, zacienionych rozpadlinach leży śnieg nawet w lipcu. Przy poruszaniu się w terenie rezerwatu należy uważać na głowę - w niektórych miejscach przechodzimy pod skałami dosłownie "na czworakach" oraz aby nie skręcić nogi. W słoneczne dni na skałach lubią wygrzewać się żmije, ale tłumy turystów depczące sobie po piętach i niemiłosiernie hałasujące skutecznie je wypłaszają w bardziej zaciszne rejony Szczelinca.
Od strony Karłowa wchodzimy na teren masywu po wspomnianych schodkach, a od północy, od Pasterki, bardziej naturalną ścieżką, wiodącą na przełęcz między Małym i Wielkim Szczelińcem. Po pokonaniu wszystkich schodków dochodzi się do jednego z punktów widokowych i schroniska "Na Szczelincu", gdzie można coś przekąsić i zanocować w razie potrzeby.
Ciekawostką, świadczącą o niesamowitych widokach tych gór jest fakt, że wybrano ten teren na zdjęcia filmu fantasy "Opowieści z Narnii".
Pierwsza pisemna wzmianka o Szczelińcu (919 m n
.p.m.) pochodzi z roku 1526, kiedy to zapisano go, jako Heuscheune. Według językoznawców niemieckich nazwa wywodzi się od staro górnoniemieckiego słowa oznaczającego wyodrębnioną granicę leśną lub stromą ścianę albo zalesioną krawędź skał.
Tak zwana ludowa etymologia kojarzyła nazwę wzniesienia z sianem (Heu) i stodołą (Scheune, Scheuer). Jak pisze Franz Pabel, sołtys Karłowa z XVIII. wieku: - „pewien człowiek nazwiskiem Taubitz dał wymierzyć sobie u stóp Szczelińca 4 sznury leśne (ok. 76 arów) na grunt uprawny. By oczyść ten dziewiczy teren rozniecił ogień, który miał wypalić wszystkie pozostałości drzew. Południowy wiatr przeniósł jednak ogień, który spalił las aż do skalnych ścian Szczelińca. Po tym pożarze, który popiołem użyźnił ziemię, wyrosła tam piękna trawa. Według informacji mojego ojca, dotarł on wraz z innymi ludźmi w to miejsce i wysuszyli tam dużo siana, skąd powstała nazwa góry „Heuscheuer“." - Czyli stodoła z sianem. W roku 1853 lekarz i profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego Fryderyk Skobel w opisie podróży nazwał górę Siennicą.
Tak to wielki pożar przyczynił się do odsłonięcia porośniętego dotąd lasem skalistego Szczelińca. Z tym wydarzeniem związana jest nazwa jednej z charakterystycznych samotnych skał u podnóża góry, przy szosie z Karłowa do Pasterki – Popielny Kamień (Ascherstein).
Czeska nazwa Szczelińca – Hejšovina (wcześniej: Hyšovina) zapewne pochodzi od nazwy niemieckiej (porównaj: Hej-š-ovina i Heu-sch-euer). Przypomnijmy, że w obu językach zakres nazwy jest taki sam - obejmuje zarówno oba Szczelińce jak i całe Góry Stołowe.
Chociaż możliwy jest także inny motyw nazewniczy, na przykład czeska houština/húština (gęstwina od góry porośniętej gęstym lasem), która mogła dać początek niemieckiej nazwie Heuscheune, która następnie została adoptowana, jako czeska Hejšovina. Takie nawarstwione etymologie nie są niczym wyjątkowym na terenach o wielojęzycznej przeszłości
.



              ... w szczelinach Szczelińca

     ... warto było się wspinac dla tych widoków

                  ... widok ze Szczelińca.

                     
... widok ze Szczelińca.










Polski badacz Zbigniew Martynowski wywodził tą nazwę jeszcze na prasłowiańskim etapie rozwoju od słowa "chyša" (sylwetka Szczelińca widziana z daleka przypomina krytą strzechą chatę, czyli chyszę) i proponował nazwę Chyszowa (Chyszowata).
Przez kilka lat po II wojnie światowej używana była nazwa Hejszowina. Obecna nazwa nadana po roku 1952 - Szczeliniec Wielki - ma charakter topograficzny i w luźny sposób nawiązuje do starszej tradycji nazewniczej. Inne nazwy najwyższego wzniesienia Gór Stołowych używane w przeszłości i obecnie to - niemiecka Heuscheuer Grosse, czeska Hejšovina, oraz polskie Siennica, Hejszowina, Wielka Hejszowina, Wielka Hyszowina, Stołowa Góra, Stołowiec, Wielki Spękany Wierch, Wielki Spękany Szczyt. Pasmo górskie nosi nazwę Góry Stołowe (dawniej również Hejszowiny), jego starsza nazwa niemiecka to Heuscheuer Gebirge, w języku czeskim Hejšovina lub też Stolní hory.
W roku 1565 albo może w 1576 zakonnik (jezuita?) wszedł, jako pierwszy na Szczeliniec, o czym mają świadczyć znaki wyryte na skale Fotel Dziadka – IHS lub SJ [Monogram Chrystusa lub zakonu Jezuitów] i rok – dzisiaj już nieczytelne.
Szczeliniec Mały
.
895 m n
.p.m. - zachodnia, mniejsza i niższa część masywu Szczelińców - oddzielony przełęczą od Szczelińca Wielkiego, jest rezerwatem przyrody. Nigdy nie był przystosowywany do zwiedzania i zachował pierwotny charakter. Na południowych i północnych zboczach tego wzniesienia na przełomie XIX i XX wieku wybudowano funkcjonujące do dziś niewielkie powierzchniowe ujęcia wody dla Karłowa i Pasterki, składające się z systemu drenażowego i zbiorników. Na skałach Szczelińca Małego poprowadzono liczne drogi wspinaczkowe. Inne nazwy tego wzniesienia to Heuscheuer Kleine, Mała Hejszowina, Góra Stołowa Mała, Mały Spękany Wierch.
O zamku i zaklętej pannie na Szczelińcu
Jest taka bajka, że Hejszowina kiedyś miała być zamek. A na tym zamku, na Hejszowinie, ostawał się jeden rycerz, rabuś, co wszystkich napadał i rabował. Jednego razu, w same święta, zaszedł doń na noc jeden pustelnik. Kiedy tam przyszedł, rycerz miał się z niego wyśmiewać, wziął kielich z winem i mówi, że wypiją zdrowie czarta, niech żyje! I nagle spadł grom z nieba, i cała Hejszowina zapadła się pod ziemię. Rano, jak ludzie w Karłowie się pobudzili, to zobaczyli, że żadnego zamku nie ma, tylko kupa skał.
To był zaklęty zamek. Powiadali, że tam pod ziemią siedzi sobie hejszowińska księżniczka i prosi, żeby ją, kto uwolnił. Dawniej ponoć chadzała do Bożanowa na tańce, bo se umyśliła, że tam znajdzie kogoś, kto ją uwolni od zaklęcia. No i znalazła sobie swojego tancerza. On jej raz powiedział, że ją odprowadzi do dom. Ona na to, że nie może, a on: „Czemu?”
Powiedziała mu, że na pewno, niech jej uwierzy, że by się zląkł. Na to on - że się żadnego nie boi, więc ona mówi: „Dobrze, skoro się nie boi, niech pójdzie ze mną, ale niech uważa”, bo jak przyjdą do tych woserfelów (wodospady potoku Pośny), to tam na nich wyleci smok z paszczy ogniem ziejący i że będzie miał klucz, a on mu ma ten klucz wyrwać. Młodzieniec obiecał, że to wszystko uczyni i że nie będzie się bać, ale jak przyszli do tych woserfelów, tam, jak się z Radkowa idzie pod górę i ten ognisty smok ku nim przyleciał, to on się zląkł i uciekł. I panienkę hejszowińską zostawił, nie wyswobodził jej. Rozpłakała się i znów musi czekać na śmiałka, który z niej zdejmie czar.
I czeka tam jeszcze. Kiedyś jeden kawaler z Lajdorfu (Mały Karłów) tam trafił i widział ją śpiącą. Miała w ręku tę koszulę - ponoć szyje ją tylko raz w roku - w Boże Narodzenie, a dokładnie to na Wigilię robi tylko jeden ścieg. Teraz jest przy ostatnim rękawie, jak ten rękaw doszyje i koszula będzie gotowa, to ma być koniec świata. No, według tego, to już nie tak daleko, prawda?
                                                                 Michał Krajnik & Zbyszek Mat
p.s. Ach ten Johann Wolfgang Goethe, ciągle chodzimy po jego śladach.

Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego