travelmatszczecin

Przejdź do treści

Menu główne:

TRANSLATOR

Barwy Mórz i Oceanów













    












Już "Biskaj" za nami ....


Wychodzimy z zatoki, a przed nami ponad 4300 mil morskich do portu Colon w Panamie, aby tam przepływając Kanałem Panamskim przejść na Pacyfik. „Wolno płynie łajba stara"– tak jak w piosence a te kilkanaście dni na statku pozwala inaczej spojrzeć na marynarskie życie. No może nie taka stara, ale to jeden z tych statków, który zaczynał erę nowoczesnych trawlerów rufowych – zamrażalni w naszej flocie rybackiej w "Odrze". Langusta o numerze ŚWI-200 typu B-18 zbudowany w 1966 roku (szósty z serii B-18) noszącej nazwy zwierząt morskich. Ponad 88 metrów długości z załogą 88 osób i zasięgu pływania 75 dni. Zawsze z szacunkiem o naszej „łajbie”, bo tak jak my o „Nią” dbaliśmy, tak „Ona” nam się odpłacała. Dlaczego „Ona”?, bo to z tradycji morskich Anglików gdzie o statku do dziś mówi się „She – Ona”. Już na oceanie, ot i takie już normalne, codzienne „marynarskie życie”, gdzie dzień w czasie przelotu podobny do dnia, ale jednak każdy inny. Jakże różny od tych dni mojego lądowego życia. Oczywiście, wiem … pierwszy rejs, a i spojrzenie z pozycji najniższego stanowiska na statku. Rodzina, dom, bezpieczny port to wszystko pozostało za nami a pozostały wspomnienia i służba, odpoczynek, czas wolny od pracy. Załoga to ponad 80-ciu chłopa na różnych stanowiskach z różnymi przydziałami obowiązków tak, aby zapewnić bezpieczny rejs i bezpieczną pracę. Już wcześniej zaczęły zawiązywać się koleżeństwo, a i przyjaźnie. A najszybciej w ich zawieraniu pomagał ten złocisty, choć szybko ubywający z pobranych z kantyny kartonów, „boski” napój „Żywiec”. Cztery piwka na stół i …. Opowieści, opowieści, opowieści....

Przewijają się opowieści z lądu i płyną  jak woda z kranu... To nie tylko ja który dyplom chowałem głęboko, ale okazało się że i wielu kolegów spoza branży typowo "pływalniczej" mustrowało na nasze odrowskie statki. Bo wtedy były takie „narodowe” branże gospodarki,: - rolnictwo, budownictwo, hutnictwo …. , a i było też i „pływalnictwo”. Nauczyciel, ekonomista, urzędnik, spawacz i jeszcze kilka specjalności „ ukrytych” ale bardzo przydatnych i pomagających zaadoptować się do pracy na morzu. Może tu, ukrywając dyplomy,  łatwiej tym spoza „ pływalnictwa” przychodziło dostać się do pracy na morzu. Łatwiej niż w „handlówce”, w Polskiej Żegludze Morskiej czy w Polskich Liniach Oceanicznych. Szliśmy tam ciekawi świata ale tęż aby zapewnić trochę lepszy byt naszych rodzin. Byt okupiony rozłąką często na długie miesiące . I w czasie tych długich miesięcy, wśród tych wielu różnych ludzi na statku trzeba było znaleźć swoje miejsce. Swój sposób na „przeżycie”. Płynęliśmy na łowiska peruwiańskie na Pacyfiku a więc i w portach nie tylko angielski ale wiodącym językiem będzie język hiszpański. A więc wolne chwile po służbach wykorzystywałem na naukę hiszpańskiego. Modny była wtedy książki HABLA USTED ESPAŃOL? - Krystyny Niklewiczówny i „Język hiszpański dla początkujących” - Oskara Perlina. Obie kiedy nie było internetu i komputerów bardzo dobre.  I z nimi poznawałem jak hiszpański konkwistador Francisco Pizarro , który podbił imperium Inków, a także założył miasto Lima, współczesną stolicę Peru ten  „nowy świat”. Piękny język hiszpański o którym mówiłem - hablar español que se siente al cantar (mówić po hiszpańsku to tak jak śpiewać). Podstawowa znajomość tego języka oprócz „włóczęg” po Limie, stolicy Peru zaprocentowała nawet po dwudziestu latach w czasie pobytu i zwiedzania Kostaryki.
Wachty, nauka, spotkania towarzyskie ….. i tak dzień za dniem przybliżał nas do wejścia do Kanału Panamskiego.

Ale poza pracą ( na lądzie nie nazywali to pracą a pływaniem) na statku w tamtych czasach pomimo nieporównywalnych możliwości technicznych z dniem dzisiejszym było dużo różnych możliwości organizacji czasu wolnego i realizacji swoich zainteresowań i 'hobby”. To już koniec lat siedemdziesiątych – było kino … tak,tak .., była ciemnia fotograficzna i tu chociaż skromne możliwości ale „Druhem, „Zorką” czy kamerą „Kijev 8” można było utrwalać przemijający czas. Pozostało tych zdjęć niewiele bo i możliwości były niewielkie.... ale jak to przyjemnie wspominając trudne, ale jak pasjonujące i ciekawe czasy popatrzeć na te ...już stare i niepowtarzalne fotografie. I jak tu nie wspomnieć
Radia Szczecin które na, na falach średnich nadawało cykliczne koncerty życzeń „Dla tych, co na morzu” prowadzone przez popularną i niezapomnianą z przepięknym głosem którym przekazywała nam wiadomości i życzenia dla nas- prezenterkę Bożenę Walter...

Zbyszek Mat



Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego