travelmatszczecin

Przejdź do treści

Menu główne:

TRANSLATOR


          ..  z Jurkiem - IV Mechanikiem


...i z Władkiem - motorzystą, już Kanadyjczykiem.


 .... w mesie załogowej ...




                ..pod Biało-Czerwoną .........
















Już na statku....


Kabina mała, wspólna z motorzystą Władkiem. Jego, z racji wyższego stanowiska – motorzysta, dolna koja, moja (najniższe stanowisko w maszynie) – górna, ale za to kanapka, moja. To zwyczaje wypracowane wśród załóg i przestrzegane. Po kilku portach zrozumiałem, dlaczego ta kanapka to tego z górnej koi. Po prostu … jakby coś,... , po powrocie  z tawerny portowej, bliżej do podłogi !!!. Sympatyczny chłopak i jak okazało się w rejsie – dobry kumpel. W którymś rejsie po stanie wojennym wybrał wolność i został w Vancouver. I Zbyszek (po latach chyba dwudziestu spotkaliśmy się w Casablance, ale już pływaliśmy obaj w PŻM) – motorzysta wprowadzał  mnie wraz z wieloma z załogi maszynowej i pokładowej w arkana pracy i życia na statku. Niby tyle wiedziałem, ale jak inne było moje spojrzenie na codzienny rytm pracy i życia na statku. Dobrzy koledzy a po latach mogę powiedzieć – wspaniali ludzie w pracy, po pracy, a i w czasie wypraw w portach też.
Próby zaliczone i statek zawija do nabrzeża w „Odrze”, aby pobrać zaopatrzenie na półroczny rejs dla siebie i dla statków przebywających już na łowiskach Peruwiańskich na Pacyfiku. Na tamtych łowiskach od lat łowili już „Dalmorowcy”, ale dla „Odry” był to pierwszy statek wysyłany w tamten rejon połowów. Po trzech dniach pobrane zaopatrzenie, odprawa celna i paszportowa i przed północą wychodzimy w morze. Przed północą, bo trzeba zaliczyć dniówkę dewizową. Jeden dolar czterdzieści centów dziennie dla młodszego motorzysty. To pierwsze zarobione dolary w ..         przed wyjściem w morze...          życiu, ale w tamtych czasach dolar miał swoją wartość, ale o tym później. Płyniemy na łowiska peruwiańskie. Zaczyna się codzienny normalny rytm pracy na statku, życie wg ustalonych zasad, regulaminów i tradycji. System wachtowy, a więc cztery godziny pracy na wachcie i osiem godzin odpoczynku. Pływam na wachcie II mechanika, Wacka,starego wilka morskiego, który zaczynał swoją karierę morską jeszcze konwojach w czasach II Wojny Światowej i z Władkiem, motorzystą, z którym współdzielę kabinę. Tak jak i w marynarce handlowej, tak i na „rybakach” obowiązywał system wacht czterogodzinnych i ośmiu godzin odpoczynku ( choć różnie to bywało) w ciągu doby. Wachty, poranna od godziny 8:00 do 12:00 i wieczorna od godz. 16:00 do 20:00. O godzinie 20:00 do godz. 24:00 zaczynała się „psia wachta”, której nazwa pochodziła od nazwy angielskiej „dodge watch”.

„Dodge” w języku angielskim to: wymykać się, wykręcać się od obowiązku a wg jednej z „morskich opowieści” - pewien stary angielski kapitan, niezbyt biegły w pisaniu, z trudem wykaligrafował w dzienniku okrętowym słowo dog zamiast dodge. Młodsi oficerowie bali się poprawić kapitana, który nie szczędził ordynarnych słów, a nawet pięści, i naśladując go również błędnie zapisywali dog, co znaczy pies, zaś samą wachtę określali - „psia wachta”.

O północy trwająca do godziny 4:00 zaczynała się wachta zwana „wachtą cmentarną” - greveyard watch, chociaż pierwotnie nosiła ona nieco inną nazwę, a mianowicie „gravy eyed watch”, co można by tłumaczyć jako „wachta klejących się oczu”. Wachta środkowa była w zasadzie najtrudniejsza i zdarza się, że niejednemu marynarzowi kleiły się oczy. Starzy marynarze znajdowali na to sposób, smarując sobie powieki tytoniem.

Od godziny 04:00 do godz. 08:00 wachta zwana ranną lub świtówką. Załoga poza wachtowymi spała, bo to jeszcze noc zmierzająca do świtu poranka, a więc i świtówka. A właściwie to właśnie ona powinna się nazywać „psią wachtą”, bo przecież o tej porze tylko psy pilnowały domostw, a porządni ludzie spali, czego akurat marynarzom nie wolno było robić podczas nocnej, porannej ani żadnej innej wachty.
Ale podział pracy na statku to także przydział wacht i służby określonym oficerom mechanikom i oficerom pokładowym oraz wyznaczonym członkom załogi podstawowej na określonej wachcie.

A wachta to …....... ,jak w piosence Jurka Porębskiego -  to nie raz się mogła przyśnić !
Zbyszek Mat
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego