travelmatszczecin

Przejdź do treści

Menu główne:

TRANSLATOR


                   z zapisów  p.Grażyny









„Umilenie” i portret Jana Pawła II w Bóbrce nad Soliną.


Gawędząc z p. Grażyna Kaznowską – „zakochaną” w Bóbrce, nie sposób nie rozmawiać o przydrożnej
kapliczce z 1848 roku i cerkwi z 1937 roku.  Większość spotykanych na szlakach pomników, kapliczek, krzyży, tablic pamiątkowych była postawiona dla,.. aby pamiętać, … w podziękowaniu, …ku czci.. itp. I kapliczka w Bóbrce też ma swoją ciekawą historię.        Ale wróćmy do czasów przeszłych. Rok 1846 to czas, kiedy Bieszczady i Galicja „spływały krwią”. Austriacy, ( Bieszczady i Galicja należały wtedy do Austro-Węgier) chcąc skłócić polskie społeczeństwo i zapobiec przekształceniu się niezadowolenia chłopów w ewentualne powstania, rozpuszczali plotkę, że szlachta planuje akcję zbrojną przeciwko chłopom w celu ich wymordowania, pchnęli ich do mordów szlachty, urzędników dworskich i rabowania dworów szlacheckich.  Chłopi z wyjątkowym bestialstwem mordowali swoich dziedziców, m.in. odpiłowywali im głowy. Austriacy wypłacali również nagrody pieniężne za głowy zamordowanych ziemian. Ponieważ kwota wypłacana za martwych była dwukrotnie wyższa od płaconej za rannego, wiele osób przywiezionych, jako ranne do siedziby starostwa w Tarnowie zamordowano na progu tego budynku stojącego w centrum miasta. Było to tak masowe, że ulicami płynęła krew. Gdy powstanie galicyjskie zostało stłumione i chłopi przestali być potrzebni Austriakom, wojsko przywróciło spokój. Jakub Szela najbardziej znany przywódca chłopskich oddziałów został internowany, a następnie przesiedlony na Bukowinę.            W następstwie tragicznych wydarzeń roku 1846, dwa lata później została zniesiona w Galicji pańszczyzna. Na terenie Pogórza Przemyskiego i Bieszczadów w podziękowaniu, włościanie by przypieczętować decyzję cesarza, urządzali w swoich rodzinnych wsiach pogrzeby pańszczyzny.
Za uosobienie pańszczyzny uważano księgi powinności wobec dworu, w których zapisane były ilości i rodzaje prac, jakie każdy mieszkaniec wsi miał wykonać na rzecz miejscowego majątku ziemskiego. Sporządzano trumienkę, która mogła pomieścić te księgi i urządzano pogrzeb. Kondukt wyruszał zwykle spod świątyni. Często za miejsce pochówku wybierano najbliższe sąsiedztwo zagrody
zamieszkiwanej przez rodzinę, która miała odrabiać pańszczyznę w dniu jej zniesienia. Czasami kondukt docierał na skraj zabudowy wsi i tam zakopywano trumienkę. Innym miejscem były rozstajne drogi w granicach wsi. Zdarzało się, że wyruszały dwa kondukty z dwóch końców wsi i gdzie się spotkały, tam zakopywano pańszczyznę. W niektórych wsiach kondukt udawał się na cmentarz, a na grobie pochowanej pańszczyzny stawiano nagrobek ze stosownym napisem. Czasami prócz ksiąg powinności zakopywano również jakiś sporządzony z tej okazji dokument (w butelce żeby się zachował dla potomnych) lub jakieś atrybuty związane z pańszczyzną. W miejscu pochówku pańszczyzny stawiano krzyż lub kapliczkę i często sadzono drzewo. W świadomości mieszkańców wsi odkopanie tych przedmiotów związanych z pańszczyzną równoznaczne było jej przywróceniu. Dlatego też okładano klątwa każdego, kto poważyłby się odkopać pańszczyznę.
I taką kapliczkę organizując pogrzeb pańszczyzny i zakopując pod nią księgi pańszczyźniane postawiono w 1848 roku w Bóbrce nad Sanem przy drodze z Myczkowiec.
To przekonanie o możliwości przywrócenia pańszczyzny poprzez jej odkopanie zaowocowało w dramatyczny sposób latem 1932 r. Otóż w Bóbrce (koło Soliny) rozpoczęto prace przy utwardzaniu i poszerzaniu drogi. Mieli w nich nieodpłatnie uczestniczyć również mieszkańcy wsi., Choć zobowiązano ich do wykonania pracy, z której efektów sami mieli potem korzystać, to nie byli zadowoleni. Pamiętali opowiadania dziadków o pańszczyźnie, którą wykonywało się też za darmo. W trakcie prac okazało się, że poszerzeniu drogi przeszkadza murowana kapliczka ustawiona w 1848 r. na grobie pańszczyzny. Gdy robotnicy przymierzali się do jej rozbiórki wśród ludu gruchnęła straszliwa wieść: „panowie chcą odkopać pańszczyznę!". W krótkim czasie chłopi z Bóbrki i okolicznych wsi, uzbrojeni w kosy, widły i siekiery ruszyli bronić swych praw. Rozpędzili robotników drogowych i kilka niewielkich grup policjantów, które przybyły zaprowadzić porządek. Rozruchy zakończyła kompania ze szkoły podchorążych w Sanoku, która po przybyciu do Bóbrki oddała dwie salwy w powietrze nad głowami zgromadzonych obrońców chłopskich praw. Chłopi rozpierzchli się nie mając ochoty na konfrontacje kos z karabinami. Nikt nie zginął, było tylko kilku czy kilkunastu pobitych. Wydarzenia z 1932 roku nazwano „"powstaniem leskim".
Obecnie kapliczka jest zadbana. Odrestaurowano ją w roku 2001.

Zapraszam do wysłuchania mojej rozmowy o kapliczce z p. Grazyną Kaznowską Chrapko :




.. dziękujemy za te opowieści,  a poniżej link  do strony o p. Grażynie Kaznowskiej-Chrapko  ukazującej Jej pracę i zaangażowanie w działalność kulturalną na Ziemi Bieszczadzkiej. Jest to zapis naszych rozmów  podczas pobytu w Bóbrce nad Soliną w „Legraż” u p. Grażyny Kaznowskiej – Chrapko i p. Leona Chrapko.

Zapraszam do obejrzenia strony internetowej:
http://www.kaznowskachrapko.npx.pl/news.php

                                                                                          Zbyszek Mat

Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego