travelmatszczecin

Przejdź do treści

Menu główne:

TRANSLATOR


Pałac Branickich w Białymstoku

Pałac Branickich w Białymstoku

palacowe ogrody

Letni Pałac w Choroszczy

na salonach w Choroszczy 

na salonach w Choroszczy

Rynek w Tykocinie

w Tykocinie

Stara Synagoga w Tykocinie

Kermusy

Czarniecki w Kermusach






      Śladami Branickich   Białystok - Choroszcz

Spacerując śladami Branickich, zastanawiam się nad przeciwnościami człowieka i tego, co po sobie pozostawił. Jan Kazimierz Branicki człowiek marnego intelektu i małego formatu za to co pozostawił po sobie pozostaje w pamięci potomnych. Syn wojewody podlaskiego Stefana Mikołaja Branickiego i Katarzyny z Sapiehów, urodzony 21 września 1689 roku w Tykocinie lub Białymstoku, uzyskał przepustkę do sławy poprzez swoje bogactwo - 12 miast, 257 wsi i 17 pałaców. Zgodnie z tradycją rodzinną rodu, przybrał imię Klemens bo najbardziej zasłużeni przodkowie nosili właśnie te dwa imiona - Jan Klemens.

A w polityce? Kolekcjoner tytułów. Podczaszy litewski od 1723 roku, w 1724 roku - chorąży koronny a w1735 roku już hetman polny. W 1752 r. - hetmanem wielkim koronnym; to Jeden z najwyższych urzędów w państwie hetmana wielkiego koronnego objął w 1752 roku. W marzeniach o panowaniu w państwie chciał zostać królem Polski. W 1764 r. był jednym z kandydatów,          Jan  Kazimierz  Klemens Branicki
popieranym przez przeciwników Czartoryskich. Na tronie jednak z rosyjskiego nadania zasiadł właśnie kandydat Czartoryskich, a prywatnie jego szwagier - Stanisław August Poniatowski. 7 września Sejm elekcyjny dokonał elekcji Poniatowskiego na króla Polski a koronacja odbyła się 25 listopada tegoż roku.
Branicki pozbawiony samokrytycyzmu potraktował to jak osobistą zniewagę. Nie nadawał się na polityka a tym bardziej na króla a jego tytuł hetmański był tylko ozdobą w jego kolekcji tytułów.
Stanisław August Poniatowski, ostro oceniał szwagra, pisał: 

           "Namiętnie lubił wystawność, ciągle nią zajęty nie zawsze przebierał w środkach, gdy szło o jej podtrzymanie. Ograniczony jako polityk i bardzo leniwy, posiadał niesłychaną uwagę i przebiegłość w rzeczach tyczących się jego przedsięwzięć i celów".

W 1769 r. pod Olmontami niedaleko Białegostoku konfederaci starli się z armią rosyjską. Polacy byli znacznie liczniejsi, mimo to przegrali z kretesem, bo zbieranina szlachciurów, stosujących w dodatku przestarzałą taktykę, nie miała szans w konfrontacji z regularnym wojskiem. A hetman wielki koronny Jan Klemens Branicki? Nawet nie wyjechał z białostockiego pałacu, by zobaczyć, co się dzieje na polu bitwy. Wysyłał tylko swoich ludzi, by zdawali mu relację, kto wygrywa, a kto przegrywa. - I to tylko po to, by wiedzieć, po czyjej stronie na koniec się opowiedzieć. I taka była postawa ówczesnej magnaterii. Nieważna Rzeczpospolita, ważne, by utrzymać się na szczycie. Ale też i wówczas 80-letni Jan Klemens Branicki był hetmanem tylko z tytułu. W 1764 r. Sejm odebrał mu dowodzenie wojskiem, powołując Komisję Wojskową Koronną.




W naszej historii wielkie bogactwo pozwoliło Branickiemu zaistnieć na długo w dziejach Podlasia i 
Białegostoku. Odziedziczony po przodkach pałac w Białymstoku przebudował i przekształcił go w Podlaski Wersal. Tamtejszy przepych nie miał sobie równych. Pałac, ogrody z pawilonami, opera, oranżeria, wspaniałe stawy, letnia rezydencja w Choroszczy robiły oszałamiające wrażenie na przybywających gościach. Wszyscy zgadzali się z opinią, że to królewskie gusta i możliwości.
Hetman Branicki dbał o to, aby w ogrodach i sąsiadujących z nimi zwierzyńcach pojawiały się coraz to nowe atrakcje. Przechadzały się tam stada jeleni i danieli, a goście wożeni byli w specjalnych powozikach ciągniętych przez "turczynków". Były nawet strusie. Z 1730 r. zachował się opis jednego z ptaków sprowadzonych ze Lwowa:
"Jest wielkości, gdy szyję uniesie do góry, na chłopa rosłego, głowy indyczej, pyska gęsiego, szyi na kształt łabędziej, ale nierównie dłuższej, w kolorze na grzbiecie jak cietrzew, nogi od kolan do stóp żurawie, same zaś stopy, a bardziej racice, podobne są bydlęcym, bo tylko u obydwóch po półtrzecia ma palca. Jada mięso, szkło, kamyczki, a jak się rozgniewa, to i żelazo"
Powozy i meble chętnie kupował w Paryżu. Do legendy białostockiego pałacu przeszedł stół, który w 1760 r. był sensacją imienin Izabeli Branickiej. Historyk Henryk Mościcki pisał:

 " Do uczty imieninowej zastawiono olbrzymi stół na 200 osób; przez całą jego długość był przeprowadzony basenik wypełniony tokajem, pływały po nim 24 kunsztowne okręciki ze słodyczami dla dam".

A ceniąc walory francuskiej kuchni, kazał w 1766 r. znaleźć sobie jakiegoś kucharza nad Sekwaną i sprowadzić go na swój dwór. Być może to jego wyczynem była wigilijna wieczerza, której świadkami byli goście zaproszeni do białostockiego pałacu. Anonimowy poeta zapisał:
Pasztet - któż by się spodziewał, 
Że w nim żyw karzeł spoczywał?
Podniósł się człek maluteczki,
A nastroiwszy skrzypeczki,
Dziękując gościom za względy,
Zagrał piosneczkę kolędy. 
Pozbawiony wpływów politycznych sędziwy Branicki nie mógł wybaczyć doznanych upokorzeń Czartoryskim, których polityka pozbawiła go - jak sądził - szansy na koronę, odebrała mu hetmańskie prerogatywy i zepchnęła go na margines. Niemal do końca życia gotów był się zaangażować w przedsięwzięcia wymierzone w znienawidzoną Familię. W kontrolowanej przez rosyjskiego ambasadora antykrólewskiej konfederacji radomskiej (1767-68) widział szansę na odzyskanie znaczenia politycznego i przywrócenie hetmańskich przywilejów. Szybko jednak zrozumiał, że dla rosyjskiego posła Nikołaja Repnina jest tylko narzędziem służącym do zdyscyplinowania Czartoryskich i Stanisława Augusta Poniatowskiego.
Później wziął jeszcze udział w przygotowaniu konfederacji barskiej (1768-72). Ze względu na wiek nie mógł już czynnie uczestniczyć w działaniach zbrojnych, jednak udzielał konfederatom wsparcia finansowego. Zmarł w Białymstoku 9 października 1771 r.
Niespełna rok później nastąpił pierwszy rozbiór Polski.
To symboliczny zbieg okoliczności: wielki hetman koronny Jan Klemens Branicki odszedł z tego świata niemal dokładnie w tym samym czasie co Rzeczpospolita.
Został po nim podlaski Wersal i wspomnienie uczt, w czasie których kunsztowne okręciki ze słodyczami dla dam żeglowały w basenach z tokajem.
Zbyszek Mat

Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego