travelmatszczecin

Przejdź do treści

Menu główne:

TRANSLATOR

















Barbara i Ocean


.... już w morzu. Dla nas normalny czas pobytu na statku dzielony pomiędzy służbę, pracę, czas wolny i wypoczynek. Rytm zajęć tak jak w "szwajcarskim zegarku". Praca ośmiogodzinna i służba 24 godzinna w systemie - 24 godz. służba/ 8 godz. praca/ 8 godz. praca i tak w morzu i w porcie. I pełna gotowość i dyspozycyjność. Masz swój zakres obowiązków, swoje urządzenia i ściśle określony zakres odpowiedzialności. Twoje "urządzenia" muszą "hulać" i w przypadku awarii praca nie jest ograniczona w czasie, choć zawsze możesz liczyć na pomoc kolegów. Czas pracy na automatach to zazwyczaj 170/180 godzin w miesiącu i dodatkowe 120 godzin pracy, co jest zawarte w kontrakcie marynarskim. To około 280 - 300 godzin pracy w miesiącu. Ale jeżeli statek jest zadbany a usterki i awarie usuwane na bieżąco ta praca daje satysfakcję i ten czas pracy nie powoduje nadmiernego fizycznego zmęczenia. Natomiast odpowiedzialność za swoje decyzje często związane z bezpieczeństwem ludzi i statku, odpowiedzialność za pracę podległej załogi, to czynniki powodujące dodatkowe obciążenie psychiczne, często bardziej odczuwalne niż praca fizyczna. Praca na morzu, to praca dla ludzi o mocnej psychice i twardych charakterach. Słaby nie wytrzyma rozstania z rodziną, z ciągle tymi samymi ludźmi na morzu, bo nie zawsze są to ludzie odpowiedzialni i sympatyczni, niepotrafiący pracować w zespole a często i nim kierować, z nie raz sytuacjami stresowymi, jakie są na morzu. Morze nie lubi "fuszerki", nie pozwala na "prowizorki" i nie lubi "kozaków". Morza nie trzeba się bać, ale trzeba Go szanować, szanować prawa i prawidła morskie, ale też zwyczaje i tradycje przez lata powstające z doświadczeń ludzi morza.
Ci, którzy nie potrafili zrozumieć morza, zderzając się z twardymi regułami życia i pracy na morzu odchodzili. Dla mnie czas pracy na morzu był najlepszym okresem w moim życiu zawodowym. Ludzie morza to ludzie o twardych charakterach, ale niektórzy dochodząc w hierarchii zawodowej do pewnego szczebla muszą się "zaprzyjaźnić się z chirurgiem" a przekraczając ten poziom z "psychiatrą". Ja nie przyjaźniłem się z żadnym z nich, choć też bywały różne sytuacje. Ale o tym może kiedyś przy szklaneczce Johnnie Walker ‘a - " Jasia Wędrowniczka".





Pasażerowie. Sympatyczna p. Basia z New York, zainteresowana bardzo życiem i pracą na morzu i Kenn z Zimbabwe są "oczkiem w głowie" całej załogi. Najczęściej przebywają na mostku podziwiając przemijające widoki zmieniającego się oceanu. W tym rejsie mogli zobaczyć wszystkie stany morza. Był deszcz i mgła, był sztorm i wiatr i spokojny ocean a każdy wschodzący poranek i każdy zachód kończącego się dnia był inny, niepowtarzalny w swoim pięknie, ale i w czasie sztormu w swej grozie. Pływamy na statkach w "dobrej kondycji", bezpiecznych i załogami o wysokich kwalifikacjach. Zawdzięczamy to Armatorowi, ale i zatrudnianiu przez PŻM, załóg o wysokich kwalifikacjach i systemie ciągłych szkoleń podnoszących ich kwalifikacje.To dawało i daje bardzo wysoką pozycję mojej firmy wśród "Braci Armatorskiej". Basia i Kenn w miejscach mniej bezpiecznych dla pasażerów np. takich jak siłownia okrętowa, byli zawsze pod opieką załogi. Z zainteresowaniem słuchali opowieści i legend morskich i poznawali reguły życia morskiego w czasie moich pogaduch z nimi a ja doskonaliłem swój "innostrannyj jazyk".
Wspomnienia z Ich rejsu utrwalałem na zdjęciach i w przygotowywanych w prowizorycznych warunkach statkowych slajdów.
Rozstaliśmy się bardzo serdecznie w Sorel, małym kanadyjskim miasteczku gdzie płynąc rzeką Św. Wawrzyńca dopłynęliśmy na częściowy rozładunek. Sympatyczni ludzie, wspaniali towarzysze podróży, z którymi do dnia dzisiejszego utrzymuję przyjacielskie kontakty.
Jednego dnia Kenn powiedział mi - " świat jest taki mały". I taki on jest. Dzisiaj w dobie globalnej sieci internetu gdzie w jednej chwili można napisać, porozmawiać i zobaczyć się na ekranie komputera, ten świat, choć taki duży, jest naprawdę mały.  
                                                                                           Zbyszek Mat

Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego